środa, 06 marzec 2019 19:19

Iwona: Czuję niewymowną ulgę Wyróżniony

Napisał 
Oceń ten artykuł
(10 głosów)

pompejanskaZawsze byłam poukładaną, wierzącą, porządną dziewczyną i bardzo długo czekałam na mężczyznę, z którym połączy mnie miłość i będziemy chcieli założyć rodzinę. Niestety byłam bardzo niecierpliwa i po wielu modlitwach pojawił się w moim życiu mężczyzna, na którym bardzo mi zależało (za bardzo). Niestety nasza relacja, która trwała pół roku była grzeszna i miałam okropne wyrzuty sumienia (utracone dziewictwo, nieszczerość, itd.

 

 Było bardzo dużo rzeczy, które świadczyły, że on nie traktuje tego poważnie. Ja chciałam stabilizacji, on seksu...Wydawało mi się, że może uda mi się go jakoś "nawrócić"...niestety grzech "nieczystości" był tak silny, że miałam ogromne problemy w skupieniu się na modlitwie.

Nie widziałam szans dla tego, co jest między nami. Po rekolekcjach, na które pojechałam, postanowiłam, że to koniec. W sylwestra zerwaliśmy. Potem tylko wymiana SMS-ów. Było mi okropnie ciężko, nie mogłam się pogodzić ani sama ze sobą, ani z tym, że on mnie chyba nie kochał, a chciał tylko jednego (zresztą nie chcę go oceniać).

Każde z nas po prostu inaczej pojmowało to czym jest związek i jakiego związku chce. Potem on jeszcze pisał ... dawało mi to jakąś chorą nadzieję.

Przejrzałam na oczy kiedy spotkaliśmy się na imprezie karnawałowej i zobaczyłam, że on już dawno zapomniał... Czułam w sobie tyle gniewu, frustracji. Każdego wieczoru płakałam z tęsknoty za nim, "miłości" i może przywiązania. Wszystko mi o nim przypominało. Do tego powróciły czarne myśli, to wszystko było na granicy obłędu.

Wtedy moja mama natrafiła na tą Nowennę. Obie zaczęłyśmy ją mówić w ubiegły poniedziałek w intencji wyrwania mnie z tęsknoty za nim i "chorej" miłości. Bardzo ciężko było mi się skupić na modlitwie, wpadłam w jakiś rodzaj depresji/płaczliwości, ale modliłam się w postawie klęczącej, półgłosem, a każdy dzień modlitwy "wspomagałam" Eucharystią.

Dzisiaj w ostatnim dniu Nowenny czuję niewymowną ulgę. Choć jestem jeszcze poraniona, to dużo spokojniejsza i silniejsza, otworzyły się oczy mojego serca i teraz już wiem, że oboje zawiniliśmy w tej relacji. Mam nadzieję, że dzięki łasce, którą otrzymałam za pośrednictwem Maryi, będę mogła pomodlić się za mojego byłego chłopaka, o wyrwanie go z seksoholizmu i szczerą spowiedź - wiem, że on bardzo potrzebuje modlitwy i wiem, że teraz mogę się za niego modlić...

Chciałabym zaznaczyć, że w całej tej relacji czułam walkę o moją duszę. Byłam tym wykończona. Z jednej strony pragnienie seksu, tego, żeby ktoś mnie pokochał, a z drugiej pragnienie Boga w sercu. Mimo upadków, walczyłam, bardzo często chodziłam do spowiedzi, na Adorację i najbardziej pragnęłam tego, żeby mężczyzna, z którym byłam doznał przemiany serca i aby otworzyły się oczy jego duszy na Boże miłosierdzie.

Ufam, że dzięki Maryi będzie to możliwe. I nie chodzi w cale o to żeby do mnie wrócił, tylko pragnę żeby jego dusza dostąpiła po śmierci zbawienia, a tutaj na ziemi otworzyła się na przemieniającą Miłość.

Dziękuję kochana Matko!

 

 

Prześlij nam swoje świadectwo na adres e-mail    Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Czytany 752 razy Ostatnio zmieniany środa, 06 marzec 2019 20:03

4 komentarzy

  • Link do komentarza Gosia niedziela, 17 marzec 2019 10:49 napisane przez Gosia

    Grzechem nikogo się nie nawróci.

  • Link do komentarza Iwona poniedziałek, 11 marzec 2019 19:35 napisane przez Iwona

    Myślę, że to szatan tak działa- uderza w nasze marzenia, pragnienia, samotność, być może w niskie poczucie własnej wartości. Często jest tak, że kiedy modlimy się o rzeczy dla nas najważniejsze jest nam najciężej i nie widzimy sensu. Ale jeśli tylko damy Bogu szanse, zostawimy maleńką przestrzeń do działania, On zadziała. A Maryja jest niewątpliwie tą, która rozumie w 100% kobiece serce, problemy, emocje i może być naszą nauczycielką na drodze życia. Oczywiście na każdej drodze potrzeba dużo samozaparcia. Zawsze jest wybór, nie zawsze jest on prosty. Czasami bardzo ciężko zostawić kogoś kogo (jak nam się wydaje) kochamy, ale myślę, że to przyniesie owoce. Nie chciałam dłużej trwać w grzechu i nie chciałam być okazją do grzechu dla niego. Serce mi pękało kiedy nie szedł do spowiedzi, do Komunii, kiedy nie było go przy mnie na Adoracji, cały czas miałam go jednak w sercu i prosiłam Pana Boga żeby mimo naszych upadków i grzechu nas ratował. I chyba się udało. Póki co uczę się ufać Maryi...uczę się jak naprawdę całym sercem zanurzyć się w takiej ufności, która przemienia.

  • Link do komentarza J niedziela, 10 marzec 2019 19:19 napisane przez J

    Dziewczyny, ja również odmawiam tą nowenne i tak jak koleżanka wyżej napisała, jestem bardzo płaczliwa, mam depresyjny nastrój... myslalam że to tylko ja tak mam, ale widzę że nie tylko... ciekawi mnie dlaczego tak się dzieje

  • Link do komentarza M piątek, 08 marzec 2019 19:14 napisane przez M

    Cześć, Iwona
    Bardzo dziękuję za Twoje świadectwo, jest w nim tyle otuchy, której bardzo potrzebowałam. Właściwie mam wrażenie jakbym czytała podobnę historię do swojej. Również myślę o pewnym mężczyźnie, z którym relacja nie prowadziła mnie ku dobremu...Aktualnie odmawiam nowennę, w innej intencji, ale odkąd rozpoczęłam jestem płaczliwa, przychodzą mi do głowy smutne i przykre myśli, jednak wiem, że najważniejsze by trwać w modlitiwe zachowując otwarte serce. Chętnie bym z Tobą prozmawiała albo wymieniła wiadomości, jeśli również byś chciała, proszę daj znać:)

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Facebook

Społeczności