piątek, 14 lipiec 2017 18:14

Gosia: Choroba, która zmienia życie ! Wyróżniony

Napisał 
Oceń ten artykuł
(23 głosów)

nowenna 50Długo zastanawiałam się jak opisać i zatytułować to co mnie spotkało wiosną tego roku. Czy chodzi o moc nowenny, czy bardziej o pełnienie woli Bożej, czy może o to jak łatwo jest się potknąć i poprzez swoje złe wybory ominąć dobro, jakie przygotował dla nas Pan.  Jestem osobą, która nawróciła się na wiarę katolicką ok 4 lata temu. Pracuję w korporacji, twardo stąpając po ziemi.

Do czasu nawrócenia stawiałam tylko na rozum, uważając, ze 2x2 musi równać się 4 i tylko ja wiem najlepiej czego mi w życiu potrzeba. Dziś jest też wiara i odkrywanie drogi, która nie zawsze jest prosta i łatwa, drogi postępowania z wolą Tego, któremu oddałam życie.

Trzy lata temu przeszłam chorobę nowotworową, czas pełen cierpienia fizycznego – operacje, chemioterapię, naświetlania. Udało się, Pan Bóg dał mi drugie, nowe życie. Zaufałam i mnie uzdrowił.
Odrosły włosy, a ja wróciłam do pracy i choć zabrakło dla mnie miejsca w starym zespole, szybko udało się znaleźć nowe, dziś z perspektywy 3 lat wiem, że lepsze.

Niestety wiosną tego roku okazało się, że muszę poddać się operacji, jednak zanim do niej doszło zdecydowano, że ze względu na swoją nowotworową przeszłość powinnam przejść wcześniej dodatkowy zabieg, po którym lekarze podejmą decyzję odnośnie zakresu operacji.

Umówionego dnia stawiłam się w szpitalu czekając na zabieg u mojego lekarza prowadzącego. W ostatniej chwili okazało się jednak, że został on wezwany do poważnego przypadku, a mnie w zastępstwie zabieg wykona kto inny. Tak się też stało. Zabieg potwierdził przyjętą wcześniej przez mojego lekarza ścieżkę leczenia, więc w umówionym terminie stawiłam się w szpitalu ponownie, już na operację. Zamiast niej wezwano mnie jednak do lekarza dyżurnego i powiedziano, że przy poprzednim zabiegu wykonano rutynowo dodatkowe badanie, którego mój lekarz nie planował ale ze względu na zamianę w ostatniej chwili, zostało przeprowadzone. Wynik badania był bardzo zły, sugerował z dużym prawdopodobieństwem nowotwór.

 

Nie mogłam uwierzyć w to co usłyszałam. Jednak kolejnych dwóch lekarzy , w tym mój prowadzący, potwierdziło skalę zagrożenia. Dodatkowo zapewniono mnie, że ten rak nie może być związany z poprzednim, a wiec miałabym „niezwykłe szczęście" na kolejne ognisko raka pierwotnego.

Byłam przerażona, zastanawiałam się jakiego pecha trzeba mieć by zachorować niezależnie dwa razy. Nie miałam sił, by znów przez to przechodzić.  Czułam się sama i opuszczona.
Poprzednio rozumiałam, że choroba była konsekwencją moich grzechów, czymś na co zapracowałam przez blisko 40 lat życia, a tylko dzięki nawróceniu Pan Bóg mógł wkroczyć w moje życie i mnie uratować. Tym razem nie wiedziałam co się dzieje. Tak bardzo ufałam, że już jest dobrze, że czas choroby już za mną, że moim zadaniem jest poświęcić się zgłębianiu Pana Boga i przybliżaniu do Niego ludzi.

 

Była wewnętrzna panika, zagubienie, strach przed bólem i tym co przyjdzie mi przejść w kolejnych miesiącach. Mój lekarz prowadzący, tak zawsze żartujący i wyluzowany, siadł ze mną i bardzo poważnie rozmawiał jak dalej będziemy postępować. Radykalna operacja, kolejne chemie....Powiedział też, że zawsze jest cień szansy, że to przeprowadzone rutynowo badanie nie daje potwierdzenia nowotworu w 100%, dlatego konieczny jest kolejny zabieg. Po nim, po ok 3 tygodniach będzie wszystko wiadomo. Zabieg przeprowadzono od razu, wyszłam do domu i rozpoczęły się najdłuższe trzy tygodnie w moim życiu...Był to też czas kiedy zostałam praktycznie sama, tylko Pan Bóg i ja. Moja najbliższa przyjaciółka, która zawsze był dla mnie wielką podporą, tym razem stawiała czoła chorobie nowotworowej swojego brata i kolejnego krzyża nie byłaby w stanie już udźwignąć.

 

Nie wiedziałam co zrobić, jak szukać ratunku, co powiedzieć Panu Bogu...nie rozumiałam dlaczego mnie to wszystko spotyka i czy jest szansa, bym wyszła z tego wszystkiego cało...

O swojej sytuacji powiedziałam znajomej, którą kiedyś na mojej drodze postawił Pan Bóg. Mieszkamy daleko od siebie, jednak staramy się utrzymać kontakt, a ja jestem pod wrażeniem Jej pokory i bliskości z Panem Bogiem, takiej jaką znam od mojej przyjaciółki. Nie pamiętam czy wtedy rozmawiałyśmy, czy była to tylko wymiana sms, ale po krótkim czasie odkąd powiedziałam co się u mnie dzieje, znajoma wróciła do mnie z informacją, że w intencji swojego uzdrowienia powinnam odmówić Nowennę do Matki Bożej Rozwiązującej Węzły, że tak czuje, tak odczytuje wolę Bożą.
Przyjęłam to i zostawiłam....nie zrobiłam nic. Być może był to jakiś wewnętrzny bunt, złość na Pana Boga, nie umiem tego do końca wytłumaczyć...Nie czułam tego, nie trafiło do mojego serca...Za kilka dni miałam się jednak przekonać w jak wielkim byłam błędzie.

 

Podczas zwolnienia lekarskiego, po przebytym zabiegu, podjechałam któregoś dnia pod duże centrum handlowe w pobliżu mojego domu. Zrobiłam zakupy i wróciłam zapakować je do samochodu na parkingu. Nie byłam ogólnie w najlepszym nastroju, wewnętrzny strach i pewnie złość siedziały mi wciąż w sercu. W pewnej chwili poczułam, ze ktoś obok mnie stoi, usłyszałam tez standardowe pytanie w stylu „Czy może mnie pani poratować, chciałbym kupić coś do jedzenia?". Nie mam się czym pochwalić, w takich sytuacjach najczęściej udaję, że nie słyszę, nie widzę i odchodzę w swoją stronę. Tym razem miało być podobnie, poczułam irytację i odwróciłam się by coś standardowo odburknąć. Ale stało się inaczej...do dziś nie wiem dlaczego. Kiedy podniosłam się znad bagażnika zobaczyłam młodego chłopaka, jakieś 20-25 lat, bardzo skromnie ubranego, wyglądającego bezwzględnie na bezdomnego. Jedna rzecz była niestandardowa, pamiętam, że rzuciła mi się w oczy – był czysty. I wtedy usłyszałam swoje słowa, że pieniędzy mu nie dam ale jeśli jest głodny to tu obok jest Burger King, do którego miałam sama podjechać za chwile po jakąś kanapkę, więc jeśli mu to pasuje to mogę też kupić coś dla niego. Podziękował, powiedział, że podejdzie pod Burger Kinga i
zaczeka. Tak się stało – po spakowaniu zakupów podjechałam pod BK i chłopak czekał przy drzwiach.


Zaproponowałam, by wszedł ze mną i wybrał sobie na co ma ochotę. Poszedł za mną, złożyliśmy zamówienie, a gdy ja płaciłam on odszedł i usiadł w kącie restauracji. Kiedy odebrałam zamówienie i podeszłam do miejsca gdzie siedział coś spowodowało, że usiadłam naprzeciwko. On spojrzał na mnie zdziwiony i chyba przestraszony, a ja znów usłyszałam jak mówię, że skoro już tu jesteśmy, a ja się w sumie nigdzie nie śpieszę, to możemy zjeść razem. Nie wiem czemu padły takie słowa, czemu nie odwróciłam się na pięcie i nie poszłam w swoją stronę zostawiając go i wyrzucając natychmiast z pamięci. Takie zachowanie byłoby zdecydowanie do mnie podobne...A jednak stało się tak, że spędziliśmy ten czas razem. Zapytałam czemu jest na ulicy, a on szczerze odpowiedział, że wyszedł jakiś czas temu z więzienia, że jest recydywistą. Opowiedział o swojej walce by przetrwać, by nie wrócić w bagno w jakim tkwił. O tym jak chodzi i prosi o pracę, jakiekolwiek dorywcze zajęcia, jak żebrze i zbiera na to, by przenocować w robotniczym hotelu, a nie na ulicy bądź w noclegowni.

 

 

Mówił o samotności, utracie mamy, o tym jak czymś niesamowitym jest mieć własny kąt. Przy Mariuszu zrozumiałam co znaczy mieć prawdziwe problemy, czym naprawdę jest samotność. Mój rak, wszystko co przezywałam, wydało się takie błahe. Przyszedł moment, że i ja opowiedziałam o sobie, a Mariusz mimo swojej sytuacji na prawdę mnie wysłuchał i współczuł. W pewnej chwili, już pod koniec obiadu, powiedziałam do Niego, że nie wiem jak to jest z Nim ale mnie w tych wszystkich trudnościach ratowała wiara, że bez Pana Jezusa nie przetrwałabym raka. To znów było coś czego nie planowałam...A wtedy stała się rzecz niesamowita...Mariusz podniósł głowę znad stolika i powolnym głosem, jakby jednocześnie nad czymś myśląc powiedział, że Jego też. A potem sięgnął d swojego plecaka, wyjął portfel i powiedział, że jest coś co chciałby mi dać, że kiedyś to od kogoś dostał, ale teraz chce to dać mnie. I zobaczyłam w Jego ręku obrazek z wizerunkiem Matki Bożej, a na nim słowa:
„Matko Boża Rozwiązująca Węzły módl się za nami"

Matka Boża rozwiązująca węzły 1

Nie umiem opisać co wtedy poczułam, bo słowa są zbyt małe by to oddać. Nie miałam już wątpliwości co powinnam zrobić, czego chce ode mnie Pan Bóg. Po raz kolejny, kiedy się opierałam, dostałam potwierdzenie co i jak należy zrobić. Poczułam opiekę Matki Bożej, nadzieję na
wyzdrowienie, ogromne wzruszenie....

Kolejne 9 dni to był czas modlitwy, czas nowenny...A kilka dni później wyniki histopatologii i zszokowany lekarz, który nie umiał wyjaśnić co się w ogóle stało. Wynik wyszedł prawidłowo, nie było żadnej komórki rakowej, nikt nie był w stanie wyjaśnić jak wcześniejsze badanie mogło wyjść tak krańcowo źle. Ja już o nic nie pytałam, zostało mi tylko dziękować.

Gdy piszę te słowa, jestem już kilka miesięcy po operacji, takiej w pierwotnie zakładanej formie. Znów Pan Bóg dał mi w swoim miłosierdziu szansę. Nigdy więcej nie spotkałam Mariusza ale na zawsze pozostanie On w moim sercu. Dziś to ja w portfelu noszę obrazek Matki Bożej Rozwiązującej Węzły i wracam do nowenny gdy nadchodzi trudniejszy czas....
Któż jak Bóg,
Gosia

 

 

 

 

 

 

 

Prześlij nam swoje świadectwo na adres e-mail    Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Czytany 2143 razy Ostatnio zmieniany piątek, 14 lipiec 2017 19:01

5 komentarzy

  • Link do komentarza Kasia wtorek, 26 wrzesień 2017 18:44 napisane przez Kasia

    Czytajac przeszly mnie dreszcze....

  • Link do komentarza Ela niedziela, 13 sierpień 2017 21:08 napisane przez Ela

    Przepiekne swiadectwo. Powinna Pani je glosic w kosciele

  • Link do komentarza Monika sobota, 15 lipiec 2017 18:35 napisane przez Monika

    Ale piękne świadectwo...

  • Link do komentarza Robert sobota, 15 lipiec 2017 11:46 napisane przez Robert

    Tak, to prawda. Choroba zmienia życie. Tym bardziej, gdy jest śmiertelna. Wtedy wszystko co ludzkie, szczególnie pieniądze przestają mieć znaczenie. Życzę zdrowia!

  • Link do komentarza Gonia piątek, 14 lipiec 2017 22:37 napisane przez Gonia

    Niesamowite...

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Facebook

Społeczności